Trzy klasy w jednej ogromnej sali, bez ścian i drzwi, matematyka w jednym kącie, czytanie w drugim, plastyka w trzecim. W latach 60. i 70. tak w Stanach Zjednoczonych wyobrażano sobie szkołę przyszłości. Kilka lat później nauczyciele ustawiali z szaf i regałów prowizoryczne przegrody, a moda przeminęła. Dziś, gdy szkoły znów szukają przestrzeni do współpracy, wraca stare wyzwanie: jak połączyć otwartość z ciszą.
Szkoła jak wielki magazyn
Szkoły otwarte były odpowiedzią na obawy, że Ameryka zostaje w tyle, a jej szkoły stały się zbyt sztywne i tłumią wyobraźnię uczniów. Mniej struktury, więcej swobody, dzieci przechodzące między grupami – tak to miało działać. W 2017 r. reporter radia NPR odwiedził jedną z nielicznych zachowanych placówek tego typu, Benjamin Orr Elementary School w Waszyngtonie, zbudowaną w 1974 r.

Na piętrze trzy klasy pierwsze dzieliły jedną halę długą na mniej więcej 27 metrów. Kiedy jedna grupa śpiewała piosenkę o Martinie Lutherze Kingu, śpiew było słychać także tam, gdzie kawałek dalej inna klasa próbowała czytać. Ściany i tak powstały, tylko z tego, co było pod ręką: z metalowych szaf, regałów i tablic ogłoszeniowych na kółkach. Jeden z pracowników szkoły ze śmiechem nazwał budynek gigantycznym otwartym magazynem.
Historycy wskazują, że to właśnie zgubiło szkoły otwarte: było w nich za głośno, za dużo rozpraszało, a nauczyciele nie znosili takich warunków. Moda na nie wygasła pod koniec lat 70., a w Orr przez kolejne 40 lat pedagodzy odbudowywali bariery, które architekci tak starannie usunęli. Samą szkołę postanowiono w końcu rozebrać i zbudować od nowa. Idee otwartej edukacji, czyli współpraca i samodzielna nauka, przetrwały jednak w wielu szkołach.

Polska szkoła: ściany są, ciszy brak
W tym samym czasie Polska budowała szkoły po swojemu. Hasło „tysiąca szkół na Tysiąclecie” Władysław Gomułka rzucił w 1958 r., a według oficjalnych statystyk powstało ich 1417, czyli średnio nowa szkoła co dwa dni. Tysiąclatki stawiano według podobnych, modernistycznych projektów, a propaganda chwaliła je za jasne, dobrze doświetlone wnętrza. Pierwsza z nich, w Czeladzi, do dziś jest szkołą podstawową.
Kto z nas nie pamięta szkolnego korytarza na dużej przerwie? Ściany nie uchroniły polskich szkół przed hałasem. Centralny Instytut Ochrony Pracy zmierzył go w trzech warszawskich podstawówkach i zapytał o niego 187 nauczycieli. Aż 88,2% z nich wskazało hałas jako główne źródło uciążliwości w pracy, daleko przed ciasnotą i złą wentylacją. Wyniki pomiarów, opublikowane w 2012 r., wyglądały tak:
| Miejsce i pora pomiaru | Równoważny poziom dźwięku |
|---|---|
| Korytarz podczas przerwy | 78,2–84,7 dB |
| Zajęcia WF (sala gimnastyczna lub korytarz) | 79,2–80,9 dB |
| Stołówka w porze obiadu i świetlica | 74,7–80,8 dB |
| Sala lekcyjna w trakcie zajęć (z głosem nauczyciela) | 66,5–74,3 dB |
| Biblioteka i pokój nauczycielski w czasie lekcji | 47,8–60 dB |
| Biblioteka i pokój nauczycielski w czasie przerwy | 58,4–73,9 dB |
| Zalecenie WHO: hałas tła w klasie w czasie lekcji | do 35 dB |
Najwięcej mówią dwa wiersze o bibliotece i pokoju nauczycielskim. W czasie lekcji to najcichsze miejsca w szkole, ale na przerwie obie granice pomiarów przesuwają się w górę o ponad 10 dB, a ucho odbiera taki wzrost mniej więcej jak podwojenie głośności. Ściana i drzwi, które oddzielają te pomieszczenia od korytarza, najwyraźniej nie zawsze dają sobie radę.
Autorzy przeglądu badań CIOP podają, że na korytarzach zagranicznych podstawówek jest zwykle o ok. 20 dB ciszej niż w polskich. Wśród przyczyn wymieniają przepełnienie szkół, nietrafione rozwiązania architektoniczne i zbyt rzadkie stosowanie przegród o odpowiedniej izolacyjności akustycznej. Ciekawostka: w jednej z badanych szkół, z nietypowymi, załamanymi korytarzami, przerwa była wyraźnie cichsza niż w dwóch pozostałych.
Płacą za to przede wszystkim nauczyciele. W badanych klasach hałas tła sięgał 55–65 dB, więc mówili oni na poziomie 65–75 dB, czyli podniesionym głosem. Hałas to jeden z czynników ryzyka chorób narządu głosu, a skalę problemu widać w danych Centralnego Rejestru Chorób Zawodowych, prowadzonego przez Instytut Medycyny Pracy w Łodzi: w 2023 r. na 353 stwierdzone przypadki zawodowych chorób narządu głosu aż 347 dotyczyły nauczycieli.
Sala lekcyjna też uczy
Czy samo wnętrze naprawdę wpływa na wyniki? Zespół prof. Petera Barretta z Uniwersytetu w Salford przez trzy lata badał 153 sale w 27 angielskich szkołach podstawowych i postępy 3766 uczniów. Cechy fizyczne sal wyjaśniały 16% różnic w rocznych postępach z czytania, pisania i matematyki. Przeniesienie przeciętnego ucznia z najsłabszej sali do najlepszej dawało w modelu efekt równy mniej więcej dwóm trzecim typowego rocznego postępu.
Za połowę tego wpływu odpowiadały światło, temperatura i jakość powietrza, a samo światło okazało się najsilniejszym pojedynczym czynnikiem. Badacze zauważyli też, że lepsze i gorsze sale często sąsiadują w tym samym budynku, więc liczy się każde pomieszczenie z osobna. Ciekawie wyszło z bodźcami: najlepiej uczono się w salach ani nudnych, ani przeładowanych, czyli gdzieś pośrodku.
Nie jest to odkrycie XXI wieku. Jan Amos Komeński, który w Lesznie pisał „Wielką dydaktykę”, radził blisko 400 lat temu: „Sama szkoła powinna być miejscem przyjemnym, miłym dla oka z zewnątrz i od środka. Wewnątrz izba powinna być jasna i czysta, a jej ściany ozdobione obrazami”. Ojciec nowożytnej pedagogiki nie znał decybeli ani luksów, ale intuicję miał bezbłędną.
Szkło, czyli widać, ale nie słychać
Szkoły otwarte miały rację w jednym: uczniowie i nauczyciele potrzebują się widzieć. Pomyliły się w drugim: wcale nie muszą się przy tym słyszeć. Dobrze zaprojektowane szklane ściany działowe rozdzielają te dwie sprawy. Działają trochę jak telewizor z wyłączonym dźwiękiem: widać, co dzieje się po drugiej stronie, gwar zostaje za szybą, a światło z okien dociera w głąb budynku.
Przejrzystość ma też wymiar bezpieczeństwa. Koncepcja CPTED, czyli zapobiegania przestępczości przez projektowanie przestrzeni, stosowana w USA także w szkołach, opiera się m.in. na „naturalnym nadzorze”: dorosły ma widzieć korytarze i wspólne przestrzenie bez pomocy kamer. Program przebudowy szkół w Baltimore zaleca wręcz obficie stosować szkło, by każdy zakątek budynku dało się obserwować. Dyżurny nauczyciel może wtedy mieć oko na korytarz, nie wychodząc z biblioteki.
Ile hałasu zostanie za szybą, zależy od konstrukcji. Puaro, polski dystrybutor systemów Tiaso®, podaje dla swoich ścian izolacyjność od 42 dB w smukłym, 40-milimetrowym profilu do 52 dB w systemie o grubości 100 mm. To jednak wyniki laboratoryjne. Na miejscu bywa gorzej, bo dźwięk zachowuje się jak woda i znajdzie każdą szparę pod drzwiami czy pustkę nad sufitem podwieszanym. Dlatego ściana powinna sięgać stropu, a drzwi mieć uszczelki.
| Kryterium | Ściana murowana lub z płyt g-k | Otwarta przestrzeń | Szklana ściana działowa |
|---|---|---|---|
| Światło dzienne w głębi budynku | zatrzymuje | przepuszcza | przepuszcza |
| Widoczność | brak | pełna | pełna lub dawkowana (pasy matowe, folie, żaluzje) |
| Ochrona przed hałasem | dobra, zależna od konstrukcji | praktycznie żadna | dobra przy szczelnym montażu |
| Zmiana układu w przyszłości | rozbiórka i remont | przestawienie mebli | demontaż i ponowny montaż modułów |
| Prywatność rozmów | pełna | brak | zależna od izolacyjności i rodzaju szkła |
Łódź, czyli lekcja z dawnych hal
Jak dzielić wielkie wnętrza, nie odcinając ich od światła, dobrze wie Łódź. Elektrownia EC1 dawała miastu prąd od 1907 do 2000 r., a 7 stycznia 2018 r. w jej zachodniej części otwarto Centrum Nauki i Techniki. Szkolne wycieczki poznają tam prawa fizyki pośród oryginalnych urządzeń elektrowni, w przestrzeniach, których nikt nie projektował z myślą o lekcjach.
Kto planuje zabudowy szklane w Łodzi, często ma do czynienia z podobnymi wnętrzami: wysokim stropem, ceglaną ścianą i oknami dawnej fabryki. Szkło pozwala podzielić taką halę na pracownie, sale czy biura, nie zasłaniając historii budynku i nie zamieniając go w labirynt ciemnych pokoi. To lekcja przydatna także szkołom w starszych gmachach, od przedwojennych kamienic po tysiąclatki.
Gdzie szkło ma najwięcej sensu
Nie chodzi o to, by przeszklić całą szkołę, bo w wielu salach szyba bardziej by przeszkadzała, niż pomagała. Szkło najlepiej sprawdza się tam, gdzie liczą się jednocześnie światło, kontakt wzrokowy z resztą budynku i cisza. W praktyce chodzi zwykle o kilka miejsc:
- biblioteka i czytelnia – widoczna z korytarza zachęca, by zajrzeć do środka; w badaniu z Salford szkoły z bibliotekami urządzonymi w szerokich korytarzach i atriach notowały lepsze postępy w czytaniu, a szyba dodatkowo zatrzyma gwar przerwy,
- pokój nauczycielski – na przerwie robi się w nim głośno, a nauczyciel potrzebuje kilku minut ciszy, żeby dać odpocząć głosowi,
- gabinet pedagoga i psychologa – tu przejrzystość trzeba dawkować, a szkło satynowe lub matowa folia wpuszczą światło bez zaglądania do środka,
- strefa wyciszenia – wydzielony fragment szerokiego korytarza, w którym przytłoczony hałasem uczeń odpocznie, a dorosły nadal będzie go widział,
- sekretariat i pokój spotkań z rodzicami – rozmowy wymagają dyskrecji, a odwiedzający od progu widzi, czy ktoś jest w środku.
Zanim szkoła zamówi szkło
A co, jeśli w szybę uderzy piłka?
W szkołach stosuje się szkło bezpieczne: hartowane, które w razie stłuczenia rozpada się na drobne, tępe kawałki, albo laminowane, w którym odłamki trzymają się folii. O odporności na uderzenie mówi klasa według normy PN-EN 12600, ustalana w teście, w którym w taflę uderza 50-kilogramowe wahadło z dwiema oponami, puszczane z wysokości do 1,2 m. O tę klasę warto zapytać wykonawcę wprost.
Duże tafle trzeba też oznaczyć, żeby nikt nie wszedł w szybę z rozpędu. Angielskie przepisy budowlane wymagają oznaczeń na dwóch wysokościach: 85–100 cm i 140–160 cm nad podłogą, tak by szybę zauważyli dorośli, dzieci i osoby na wózkach. W szkole, po której biegają siedmiolatki, to rozsądna miara także u nas.
Czy uczniowie nie będą się gapić na korytarz?
Badanie z Salford podpowiada, że nauce szkodzi zarówno nuda, jak i nadmiar bodźców. Dlatego w salach lekcyjnych lepiej sprawdzają się pasy matowego szkła na wysokości wzroku siedzącego ucznia, a pełną przejrzystość warto zostawić tam, gdzie liczą się nadzór i światło. Prywatność da się też regulować zintegrowanymi żaluzjami albo szkłem satynowym na całej wysokości.
Korytarz to droga ewakuacyjna
W szkole korytarz jest zwykle drogą ewakuacyjną, a jego obudowa musi mieć odpowiednią klasę odporności ogniowej: co najmniej EI 15, a w budynkach o wyższej klasie odporności pożarowej EI 30 lub EI 60. Zwykła przeszklona ścianka takiej klasy nie ma. Projekt warto więc od początku uzgodnić z rzeczoznawcą do spraw zabezpieczeń przeciwpożarowych, zanim zapadną decyzje o szkle i drzwiach.
Złoty środek zamiast skrajności
Historia szkół otwartych pokazuje, że wyburzenie ścian nie wystarczy, by uczniowie zaczęli współpracować. Powrót do ciemnych, zamkniętych klitek też nie jest odpowiedzią, bo oznaczałby wylanie dziecka z kąpielą. Złoty środek leży gdzieś pomiędzy: w przestrzeni, w której widać innych, a jednocześnie słychać własne myśli.
Szkło może ten egzamin zdać, pod warunkiem że ktoś wcześniej odrobi pracę domową: zmierzy hałas, dobierze szkło do miejsca, doprowadzi ścianę do stropu, uszczelni drzwi i sprawdzi wymagania przeciwpożarowe. Czy szkoła, w której nauczyciel nie musi przekrzykiwać korytarza, a uczeń widzi coś więcej niż ściany własnej klasy, nie jest po prostu lepszym miejscem do nauki?
